Cień

- Zdradziłeś nas — rzekł książę i przebił pierś skazańca. Zwłoki powoli osunęły się na podłogę. Siedziałem na kamiennej posadzce tuż przy drzwiach celi. Było mi zimno. Tak… bardzo zimno. Książe zaśmiał się tym znanym mi od dzieciństwa, przytępionym śmiechem. Bez emocji. Śmiechem z wyrachowania, a może z głupoty… Czubkiem buta przejechał po twarzy trupiego wywłoka.

—Czujesz, ten zapach ścierwo? czujesz? - Nieboszczyk nie zareagował, ale mucha łażąca po jego wargach odleciała przez zakratowane okienko. Książę wytarł zakrwawione dłonie.

— Chodź Lustig, damy czekają… ha, ha, ha… Pokażemy im dziś w nocy, co Lustig? Pokażemy.  — I jakby na potwierdzenie swych słów wykonał ręką manewr przypominający masturbację. Podniosłem się z posadzki. Klucznik zamknął drzwi celi.

Szedłem za księciem po długim oświetlonym pochodniami korytarzu. Z tyłu widziałem gruby książęcy kark. Szyja jak u byka, osadzona na wielkich ramionach. Ilu śmiałków próbowało je pogruchotać! Z reguły kończyli jak ten w celi. Książe lubił zabierać mnie ze sobą na takie imprezy.

-Chodź błaźnie! — mawiał — urżniemy tłuszczu. W drodze powrotnej nasze cienie tańczyły na kamiennych ścianach zamkowego korytarza. Mój był chudszy niż jego, mimo to przybrał nienaturalną wysokość. Był przynajmniej dwa razy wyższy. Rozłaził się po całym pionie ściany, a górą tułowia właził na sufit. Jak dziwna maszkara, lalka na szczudłach. Wyglądało to tak jakby za przewodnikiem kroczył olbrzym. Wielkie, cienkie monstrum, skrzyżowanie pajęczaka z wężem.

Moje dłonie w świetle pochodni wydłużyły się tak, że bez trudu mogły dosięgnąć książęcej szyi… Jego mięsisty kark na ścianie wyglądał jak kurza szyjka. Tak łatwa do zgniecenia przez moje ścienne odbicie…

W powietrzu zwierałem pięści, by obserwować jak żelazny uścisk zamyka się wokół książęcego gardła. Odbicie mojej ręki tworzyło jakby rodzaj smyczy przypiętej do jego karku. W ten sposób po ściennym świecie przechadzał się pan ze swym czworonogiem. Moja ścienna postać zdolna byłaby przejść ponad książęcym cieniem, mogłaby też kilkoma uderzeniami stopy wbić go w ziemię. Przy każdym kroku  stwór na ścianie robił olbrzymi zamach dolną kończyną, niczym pan wymierzający razy swemu psu…

Nagle ścienna zjawa skurczyła się niczym zabity pająk. Dłonie do tej pory oplatające szyję księcia, teraz nie przebyły nawet połowy dystansu między nami. Zbliżaliśmy się do końca korytarza. Było coraz jaśniej. Pomieszczenie oświetlały już złote świeczniki, symbol książęcej władzy.

W ich jasnym, wyraźnym świetle mój cień wrócił do normalnych wymiarów. Także książęcy kark odzyskał swą mięsistość. Powoli dochodziły śmiechy z sali balowej. Wielkie damy czekają. Ostatni raz spojrzałem na ścianę. Mój cień zdawał się być krasnoludkiem ślepo podążającym za cieniem olbrzyma przed sobą.

— No dalej, Lustig! Wielkie damy czekają!— krzyknął na mnie książę i zarechotał na całe gardło.

Podziel się na:
  • Print
  • Digg
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Blogplay
  • Blip
  • Blogosphere News
  • PDF

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong> <font color="" face="" size=""> <span style="">